Kara Becker o POWER DRESSINGU
Kara Becker - dziennikarka, stylistka oraz absolwentka Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje m.in. z magazynem Vogue Polska, Zwierciadło, Rzeczpospolita czy brytyjskim tytułem Unpolished Magazine. Od wielu lat bacznie obserwuje dynamicznie zmieniający się rynek mody, analizuje trendy i przygląda się wszelkim zmianom w branży.
Zapraszamy do lektury artykułu Kary Becker „O ubiorze siły - od złotych męskich butów po feministyczne hasła na T–shirtach”.
O ubiorze siły - od złotych męskich butów po feministyczne hasła na t-shirtach
Miał wzbudzać autorytet, dodać pewności siebie, sprawić, by nosząca je osoba czuła się lepiej. Power, dressing, ubiór siły, zadanie miał jasne. Z biegiem lat zmieniały się jedynie jego atrybuty. Choć głównie kojarzyć się może z latami 80. XX wieku, dekadą, która spopularyzowała ukuty jeszcze pod koniec lat 70. termin, jego początków doszukiwać się można setki lat wcześniej, w ubiorze władzy. Wystarczy przypomnieć sobie obrazy ukazujące np. Królową Elżbietę I, której perfekcyjnie wykrochmalone, sterczące kryzy, zdobne, przeszywane złotą nicią stroje i mocno „napompowane” ramiona, rękawy i spódnice dawały jasny komunikat – „ja tu jestem najważniejsza”, „ja trzymam władzę”. Nieprzypadkowo królewskie szaty bazowały na niezliczonych warstwach – władcy musieli być widoczni, wyróżniać się z tłumu, robić wrażenie. To podobny system do tego, który stosuje obecnie panująca Królowa Anglii, Elżbieta II. Z tym, że ona pozłacane stroje zamieniła na utrzymane w ostrych kolorach garsonki. Nikt przecież nie przeoczy kobiety w neonowo–różowym stroju. To samo tyczyło się naturalnie królów. Do historii przeszły szalenie zdobne szaty francuskich monarchów, szczególnie Ludwika XIV, dla którego moda miała wręcz rangę polityczną. To także dla królów stworzono dziś kojarzone ze strojem damskim, buty na obcasie. Musieli przecież górować nad swoimi poddanymi. Trzymane dzisiaj za muzealnymi gablotami i we francuskich archiwach, obuwie Króla Słońce jest nad wyraz strojne – zdobione diamentowymi klamrami i haftami z motywami kwiatów lub szyte z mieniącego, złotego materiału.
Od Coco Chanel po Yves Saint Laurenta
Wielka moda, niegdyś zarezerwowana dla najbardziej majętnych, większej demokratyzacji doczekała się wraz z nadejściem jednej z najsłynniejszych projektantek świata – Coco Chanel, która od 1915 roku lansowała wygodne, damskie stroje, często szyte z elastycznego i miękkiego dżerseju, wcześniej wykorzystywanego jedynie do szycia bielizny. Chanel sprzeciwiała się krępującej kobiece ciała modzie – gorsetom i spódnicom zakładanym na wielkie, o kształcie odwróconego kielicha kwiatu, stelaże. Zaczęła od kapeluszy. Zamiast strojnych, o szerokich rondach, zdobionych owocami, piórami a nawet wypchanymi ptakami proponowała te, inspirowane modą męską – niewielkie i minimalistyczne. To samo zrobiła z ubiorem, przez co zasłynęła jako projektantka, która wyzwoliła kobiety z gorsetów. Jej kultowy, tweedowy kostium, składająca się z marynarki i spódnicy garsonka, był pierwszy krokiem do power dressingu, jaki znamy dzisiaj.
Ubiór siły nie byłby tym, czym jest dzisiaj, gdyby nie Yves Saint Laurent. Młody francuski projektant, który w latach 60. XX wieku zrewolucjonizował modę. Między innymi tym, że swoje klientki ubrał w le smoking, garnitur inspirowany męską garderobą. Kobiety nosiły do niego muchy lub krawaty. Strój był na tyle skandaliczny, że gdy ikona nowojorskiej sceny mody i sztuki Nan Kempner próbowała w nim wejść do jednej z topowych restauracji w mieście, Le Côte Basque, została wyproszona. By dokończyć wieczór w gronie przyjaciół, musiała zdjąć spodnie, a przedłużaną marynarkę nosić jak sukienkę. Po latach manager lokalu podkreślał, że wówczas wejście do restauracji w garniturze było tak samo skandaliczne, jak próba dostania się do niej w stroju kąpielowym.
Yuppies, pracujące dziewczyny i szerokie ramiona
Lata 80. Czasy Cyndi Lauper, mocno tapirowanych fryzur, kolorowego makijażu, ale też nowych możliwości dla kobiet w biznesie. Galopująca zachodnia gospodarka sprawiła, że coraz więcej potrzebnych było rąk do pracy. I to nie tylko tej zarezerwowanej, jak dotychczas, wyłącznie dla mężczyzn. Kobiety wkroczyły do świata biznesu. A by czuć się w nim pewniej siebie, wielcy projektanci, pokroju Giorgio Armaniego czy Ralpha Laurena szyli dla nich specjalne garnitury, szybko nazwane power suits, garniturami siły. Mocno zaznaczone ramiona i podkreślona talia nadały sylwetce wyjątkowego kształtu. Choć power dressing lat 80. bez wątpienia, tak jak Coco Chanel czy Yves Saint Laurent, czerpał z mody męskiej, był wyjątkowo kobiecy. Tak właśnie ubierała się m.in. grana przez Melanie Griffith tytułowa „Pracująca Dziewczyna”, Tess McGill, która zaczyna osiągać sukcesy w pracy po zmianie sposobu ubierania. Po premierze filmu w podobny sposób zaczęły nosić się młode dziewczyny. Także te, które prasa nazywała Yuppies. Yuppies, czyli Young Urban Professional, dosłownie: „młodzi wielkomiejscy profesjonaliści”, którzy skorzystali z rozwijającej się gospodarki i w młodym wieku zarobili spore pieniądze. W efekcie zaczęli prowadzić zupełnie inny, nowoczesny styl życia. Długie godziny pracy i zabawa do rana w miastach, które nigdy nie spały. Pieniądze wydawali na letniskowe domy, dobre samochody, ubrania, dodatki a nawet markową wodę, najchętniej Perrier. Zgodnie z napisaną przez Marilee Hartley i Marissę Piesman książką „The Yuppie Handbook: The State‑of‑the Art Manual for Young” obowiązkową częścią ich stroju musiał być nowy walkman, najlepiej od Sony, garnitur od Ralpha Laurena, torba od Coach czy klasyczny trencz marki Burberry.
Wszyscy powinniśmy być feministami
Współcześnie podejście do ubioru siły zmieniło się. Nie jest to, jak w latach 80. konkretny uniform, który miał pomóc kobietom odnaleźć się w zdominowanym przez mężczyzn świecie biznesu, ale strój, który sprawi, że poczujemy się lepiej. Wiadome jest, że pewne elementy power dressingu, takie jak świetnie skrojona marynarka czy buty na obcasie, rzeczywiście poprawiają sylwetkę czy poczucie pewności siebie. Badania przeprowadzone w 2015 roku potwierdzają, że mając je na sobie mówimy głośniej, wyraźniej i inaczej prezentujemy się przed innymi. Sprawiają, że jesteśmy lepiej odbierani. Nie zmienia to faktu, że obecnie power dressing ma o wiele szerszą niż kiedyś definicję. Maria Grazia Chiuri, dyrektor kreatywna Diora ubiór siły interpretuje na swój sposób. W swojej pierwszej kolekcji dla francuskiego domu mody pokazała biały T–shirt z hasłem „We should all be feminists”, wszyscy powinniśmy być feministami. Tytuł eseju nigeryjskiej autorki, Chimamandy Ngozi Adichie miał podkreślić siłę kobiet. Dla Chiuri, pierwszej kobiety w historii, która objęła stanowisko dyrektor kreatywnej domu mody Dior, nie był to przypadkowy ruch. Power Dressing XXI wieku ma nam dodać siły, sprawić, że poczujemy się lepiej. Czy będzie to garnitur w stylu Ralpha Laurena, sukienka w kwiaty czy T–shirt z napisem– wybór należy do nas.